RSS
 

Posts Tagged ‘alimenty po rozwodzie’

CHOROBA PSYCHICZNA MAŁŻONKA

20 maj

Trudno sobie wyobrazić, co dla rodziny oznacza choroba psychiczna członka rodziny. Niektóre rodziny są w stanie przetrwać, inne nie są w stanie udźwignąć tego ciężaru i rozpadają się. Jestem daleka od podjęcia nawet próby opisu tego, jak może wyglądać życie takich małżonków. W swojej praktyce spotkałam się niejednokrotnie z takimi sprawami, więc wyobrażenie mam, ale takie historie i tak nie mają znaczenia dla osoby, która przeżywa własną tragedię – i jako chora, i jako partner osoby chorej.

Pisałam już o winie w rozkładzie pożycia małżeńskiego (zobacz tu, tu, tu i tu), ale choroba psychiczna zmienia akcenty w procesie rozwodowym i warto o tym wiedzieć, zanim podejmie się decyzję, co do strategii swojego rozwodu.

Przede wszystkim osoba chora psychicznie niekonieczne będzie uznana za winną nawet, jeżeli wina – w potocznym rozumieniu – leży po stronie chorego. Często w takich przypadkach można usłyszeć następujący wyrok: sąd orzeka rozwód z przyczyn leżących po stronie X, ale niezawinionych. Dlaczego? Dlatego, że chory psychicznie może nie być w stanie kontrolować swojego zachowania, a więc nie można przypisać mu winy. Choroba psychiczna to jednak nie „wytrych”. Zależy to od rodzaju choroby i okresów tzw. remisji, czyli stanów „cofnięcia” choroby (zachowań w tym okresie). Jeżeli w czasie remisji chory nie chce podjąć leczenia, bądź świadomie narusza obowiązki małżeńskie, to można mu przypisać winę.

Małżonek osoby chorej psychicznie nie powinien jednak pozostawać w przekonaniu, że choroba psychiczna drugiej połówki uwalnia go od wszelkich podejrzeń i ocen. Sąd zawsze poddaje ocenie postawę obu stron. Dlatego też zachowania małżonka zdrowego mogą okazać się wystarczające do orzeczenia jego winy przy przyjęciu, że przyczyny rozkładu pożycia małżeńskiego leżą też po stronie osoby chorej, ale ze względu właśnie na chorobę nie można jej przypisać winy.

Trzeba powiedzieć, że kodeks rodzinny i opiekuńczy nie przewiduje wprost takiej sytuacji. Orzecznictwo radzi sobie w sposób, jaki opisałam wyżej. Praktyczne problemy pojawiają się oczywiście na styku winy i obowiązku alimentacyjnego. Obowiązek alimentacyjny małżonka, który nie został uznany za winnego rozkładu pożycia małżeńskiego wygasa po 5 latach. Małżonek uznany za winnego, który w normalnej sytuacji byłby uznany za współwinnego, jest zobowiązany dożywotnio (chyba, że zwolni go od tego nowe małżeństwo byłego – chorego – małżonka). Niesprawiedliwe? No chyba tak. Czy w takiej sytuacji małżonek zdrowy ma być uznany za wyłącznie winnego? Moim zdaniem nie, ze względu na jeszcze większe obostrzenia alimentacyjne. Nie znajduję jednak żadnego rozwiązania dla nierówności w obowiązku alimentacyjnym, do jakiego powstaje ze względu na chorobę psychiczną jednego z małżonków. Jeżeli ktoś ma pomysł, zapraszam do dyskusji.

 

 

OBOWIĄZEK ALIMENTACYJNY MIĘDZY BYŁYMI MAŁŻONKAMI

11 lut

Po ustaniu małżeństwa wszystkie więzi między byłymi małżonkami zostają pozornie zerwane. „Pozornie” dlatego, że pozostaje – czasem aż do śmierci – obowiązek alimentacyjny między małżonkami. Z kodeksu rodzinnego i opiekuńczego wynikają wzajemne obowiązki finansowe w razie niedostatku jednego z byłych małżonków. Kształt tego obowiązku uzależniony jest przede wszystkim od orzeczenia sądu w zakresie winy w rozkładzie pożycia małżeńskiego. Co do zasady małżonek niewinny jest obciążony obowiązkiem alimentacyjnym wobec byłego małżonka przez lat pięć (z możliwością przedłużenia tego okresu przez sąd w razie istnienia wyjątkowych okoliczności). Po tym okresie jest zwolniony od obowiązku alimentacyjnego względem byłego małżonka. Obowiązek alimentacyjny małżonka winnego (niekoniecznie wyłącznie winnego) jest dożywotni. W każdym przypadku z obowiązku alimentacyjnego względem byłego małżonka zwalnia nowy małżonek, który przejmuje od byłego małżonka obowiązki alimentacyjne. Przykładowo: A rozwiódł się z B. Sąd orzekł o winie obu stron. B znalazła się w niedostatku i w stosownym postępowaniu sąd zasądził alimenty od A na rzecz B. Po dwóch latach B wyszła ponownie za mąż. A dowiedział się o tym i wniósł do sądu o uchylenie obowiązku alimentacyjnego, co jako uzasadnione znalazło odzwierciedlenie w wyroku uwzględniającym to powództwo – zwalniającym A od obowiązku alimentowania byłej żony.

Czy jest to rozwiązanie słuszne i sprawiedliwe? W moim odczuciu nie. Niestety taki stan prawny ugruntowało orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego z dnia 11. kwietnia 2006 r. (sygn. SK 57/04). Tym łatwiej jest mi krytycznie odnieść się do tego orzeczenia, że podstawą jego wydania była skarga konstytucyjna sporządzona przeze mnie.

Po latach od zakończenia sprawy, w dalszym ciągu jestem zdania, że dożywotni obowiązek alimentacyjny między małżonkami jest w istocie formą kary i niesie za sobą ocenę moralną stron postępowania. Doktryna prawa przedstawia ten obowiązek jako kontynuację obowiązku wzajemnego wspierania się podczas trwania małżeństwa. Jakie jest jednak uzasadnienie takiej kontynuacji?  Nie wiem.

Zdaję sobie sprawę, że w sytuacji rozpadu wieloletniego małżeństwa, przy określonym podziale ról między małżonkami, a co za tym idzie, nierównymi dochodami i kwalifikacjami zawodowymi obowiązek alimentacyjny, nawet dożywotni, może wydawać się ze całkowicie słuszny (sprawiedliwy). Wyobraźmy sobie jednak małżeństwo, którego pożycie trwało miesiąc, albo i krócej (a są takie), które obciążone jest równie dotkliwym dożywotnim obowiązkiem alimentacyjnym. Prawda, że rodzą się wątpliwości?

Jest też w tym wszystkim aspekt czysto praktyczny, który w obecnych czasach zyskuje na coraz większym znaczeniu. Wolne związki, które w czasach tworzenia kodeksu rodzinnego i opiekuńczego (lata 60-te XX wieku) były rzadkością, teraz nie dziwią nikogo. Pamiętamy, że zwalnia od obowiązku alimentacyjnego wyłącznie zawarcie nowego związku małżeńskiego (nowy małżonek zwalnia od obowiązku starego małżonka). A konkubent – konkubina? Na zasadach współżycia społecznego można próbować (celowo piszę próbować, bo w sądzie nie ma nigdy nic pewnego) uchylić swój obowiązek alimentacyjny wobec byłego małżonka pozostającego w konkubinacie, ale…  Nie zawsze rozwiedzeni małżonkowie posiadają  informacje na swój temat, bo np. nie chcą już nic o sobie wiedzieć, albo nie mają faktycznych możliwości uzyskania takich informacji (np. wyjechali za granicę). Nawet jednak, jeżeli wiedzą o sobie wszystko, to trzeba to jeszcze przed sądem udowodnić.  Konkubinaty nie są rejestrowane – nie ma dokumentu urzędowego mogącego służyć za dowód w sprawie. Komplikując sprawę – co jeżeli były małżonek A był w konkubinacie, a teraz nie jest i żąda od B alimentów? Nowy małżonek uwalnia byłego małżonka od obowiązku alimentacyjnego na zawsze, a były konkubent? Oczywiście, gdyby to było w interesie mojego klienta, twierdziłabym, że były konkubent także zwalnia od obowiązku alimentacyjnego na zawsze, ale mam wątpliwości, czy sąd przychyliłby się do takiej koncepcji?

Sądzę, że zmiany zachodzące w polskim społeczeństwie w końcu wymuszą inne myślenie o obowiązku alimentacyjnym między byłymi małżonkami i w konsekwencji doprowadzą do ograniczenia „więzi finansowych” po rozwodzie do rozsądnych granic.

 
1 Comment

Posted in Alimenty

 

ALIMENTY WSTECZ

18 gru

Roszczenie o alimenty przedawnia się w terminie trzyletnim. Nie znaczy to jednak, że wnosząc pozew możemy po prostu żądać zasądzenia alimentów wstecz. Alimenty służą do finansowania bieżących potrzeb. Z tego powodu najczęściej sąd zasądza alimenty na przyszłość, począwszy od daty wniesienia pozwu. Wyjątek dotyczy sytuacji, gdy w dalszym ciągu pozostały jakieś niezaspokojone potrzeby z okresu sprzed wniesienia pozwu, co oczywiście trzeba udowodnić.

Czym innym jest roszczenie o zwrot kosztów utrzymania za okres sprzed wniesienia pozwu, które były pokrywane w zakresie przekraczającym obowiązek obciążający daną osobę. Np. rodzic, który samodzielnie utrzymywał dziecko może żądać zwrotu określonej kwoty od drugiego rodzica za okres, w którym drugi rodzic nie dawał nic, lub dawał za mało. To roszczenie, tzw. roszczenie regresowe, również przedawnia się z terminem trzyletnim.

Praktycznie rzecz biorąc wychodzi na to samo? Niby tak. Różnica jednak jest. Jeżeli zażądamy w imieniu małoletniego dziecka alimentów za okres wstecz i nie wykażemy, że pozostały jakieś niezaspokojone potrzeby, to sąd może oddalić nasze powództwo. Jeżeli natomiast zażądamy w swoim imieniu zasądzenia określonej kwoty, jako zwrotu części kosztów utrzymania dziecka, które zostały pokryte tylko przez nas (mimo ustawowego obowiązku utrzymania dziecka, ciążącego na obojgu rodzicach), to możemy liczyć na uwzględnienie powództwa w całości, albo w części. Wysokość obowiązku obciążającego drugiego rodzica ustala sąd po zbadaniu potrzeb dziecka oraz możliwości zarobkowych i majątkowych osób zobowiązanych do alimentacji. Obowiązek alimentacyjny nie zawsze obciąża rodziców w równym stopniu, dlatego też od tych ustaleń sądu zależy wysokość kwoty, jaką otrzymamy od drugiego rodzica.

Co do okresu przedawnienia, to roszczenie za okres dłuższy niż termin przedawnienia (tu np. pięcioletni) sąd także może uwzględnić, pod warunkiem jednak, że strona pozwana nie podniesie zarzutu przedawnienia.

 
3 Comments

Posted in Alimenty

 

STRACH PRZED ROZWODEM – Z NIEWIEDZY

09 cze

Wczoraj byłam świadkiem rozmowy dotyczącej fatalnej sytuacji znajomej trwającej w małżeństwie z mężczyzną, który nadużywa alkoholu, terroryzuje rodzinę, nie daje pieniędzy na utrzymanie trójki dzieci itd. Dlaczego ta pani się nie rozwiedzie? Otóż obawia się płacenia alimentów na męża (słyszała, że jest coś takiego). I cóż tu powiedzieć? Nieznajomość prawa szkodzi? Ano niestety tak. O alimentach pisałam już na blogu, więc nie będę się powtarzać (gdyby coś było niejasne – chętnie uzupełnię informacje). W sytuacji tej pani nie obawiałabym się specjalnie obowiązku alimentacyjnego na byłego męża. To, co mnie zastanawia przy takich okazjach to niechęć do wizyty u prawnika. Zamiast tego preferuje się zasięganie informacji prawnych na zasadzie „jedna pani drugiej pani”, co powoduje, że unieszczęśliwia się siebie (czasem i dzieci) na lata, ze strachu przed nieznanym. Bardzo często informacje uzyskane od koleżanki/kolegi są całkowicie błędne, albo nie pasują do konkretnej sytuacji.

Na pewno też do wizyty u prawnika zniechęca obawa przed kosztami związanymi z poradą. Zdaję sobie sprawę, że może to być dla niektórych barierą nie do przejścia, ale koszt porady jest porównywalny z kosztem wizyty u lekarza. Można też szukać porad darmowych (rady adwokackie okresowo organizują dni darmowych porad, funkcjonują na uniwersytetach poradnie studenckie, fora w internecie itp.). Warto zyskać pewność i wiedzieć na czym się stoi, zamiast cierpieć i bać się przez lata. Warto spróbować żyć inaczej, bo z relacji moich klientów w podobnych sytuacjach wiem, że rozwód może znacznie polepszyć jakość życia. Proszę nie zrozumieć tego wpisu jako nawoływanie do rozwodu. To nie zawsze jest najlepsze rozwiązanie i często warto powalczyć o rodzinę (znam pary, które przeszły terapię i po przezwyciężeniu kryzysu żyją szczęśliwie). Chcę tylko powiedzieć, że trzeba zawsze rozważyć konkretną sytuację i znaleźć najlepsze rozwiązanie w tej konkretnej sytuacji. Najlepsze – tak od strony prawnej, jak i życiowej (prawo rodzinne ma to do siebie, że sama litera prawa to za mało). Istotne jest, żeby źródło informacji było pewne.

 
 
www.kancelariaswaczyna.pl