RSS
 

Posts Tagged ‘adwokat’

ROZWÓD A PRAWO AGATY

06 maj

Przyznam szczerze, że czekałam na odcinek o rozwodzie (nie miałam żadnych wątpliwości, że jest to tylko kwestia czasu). I co? ROZCZAROWANIE. Pomijam potknięcia sądowe (chyba tak musi być – rozprawy w rzeczywistości nie są tak atrakcyjne, jak pokazuje się to w filmach i staram się spoglądać przez palce na odstępstwa od rzeczywistości ), ale czegoś mi brakowało. Nie chodzi o tło filmu – jakkolwiek historia przerysowana, to w życiu się zdarza – czasem bywa tak, że zatracenie się w pracy dla dobra rodziny doprowadza do jej rozbicia. Żal mi jednak zaprzepaszczonej szansy na pokazanie ile można zrobić w procesie, na jakie komplikacje można natrafić i jak można sobie z nimi poradzić. Na wielki plus zapisuję rozmowę mec. Przybysz z p. Martą o rozwodzie z orzekanie o wyłącznej winie i braku zgody na rozwód drugiego małżonka. To, co przypieczętowało moją niezbyt pozytywną ocenę dzisiejszego odcinka, to fakt porzucenia przez adw. Żarskiego swojego klienta na sali. Osobiście mnie to dotknęło, bo nie wyobrażam sobie takiej sytuacji w „realu”. Czuję dużą odpowiedzialność za sprawę mojego klienta (zresztą nie tylko w sprawach rozwodowych). Zdaję sobie sprawę z konsekwencji sprawy rozwodowej na czyjeś całe przyszłe życie. Piszę w swoim imieniu, ale jestem przekonana, że nie jestem w tym odczuciu odosobniona.

Na osłodę dodam, że takie pojednania, jak w dzisiejszym odcinku Prawa Agaty czasem się zdarzają, choć osobiście byłam świadkiem tylko jednej takiej sytuacji (nie tak filmowej, ale z podobnym skutkiem dla małżonków).

Jeżeli ktoś ma pytania w związku z tym odcinkiem serialu (np. czy tak wygląda rozprawa itp.), zapraszam do dyskusji.

 
 

W ŻYCIU, JAK W SERIALU „PRAWO AGATY”

04 kwi

Miałam pisać o czymś innym, ale od zeszłego tygodnia uwierają mnie jeszcze przeżycia z sali rozpraw. Pomijam, że w trakcie sprawy z nerwów dostałam migreny. Ktoś może spytać, jak doświadczony adwokat może jeszcze przeżywać tak mocno rozprawy? Widać może. Zwłaszcza w sprawach rodzinnych. Na swoje wytłumaczenie mogę tylko podać, że sprawa rozwodowa toczyła się od kilku dobrych lat, w ciągu których kilka razy zmieniał się sędzia prowadzący, a sama sprawa była niezwykle trudna i angażująca emocjonalnie. Po co w ogóle o tym piszę?

Po przeżyciach na sali sądowej potrzebowałam relaksu. Wstyd się przyznać, ale w naprawdę ciężkich momentach, kiedy nie mam już na nic siły, siadam przed telewizorem i – jak się to mówi – ćwiczę kciuk. Tym razem, zachęcona dyskusjami na różnych portalach i blogach o serialu „Prawo Agaty”, postanowiłam zerknąć na ten film. Zadziałało – oderwałam się od własnych problemów i dałam się porwać wydarzeniom na szklanym ekranie. Pominę serię krytyki, jaka nasuwa się chyba każdemu prawnikowi – praktykowi (mnie również), ponieważ rzeczywistość sądowa i adwokacka wygląda w szczegółach nieco inaczej. I tu wrócę do zasadniczej myśli dzisiejszego wpisu. To, co ujęło mnie w serialu „Prawo Agaty”, to pokazanie ludzkiej twarzy adwokata. My naprawdę przeżywamy sprawy naszych klientów. Może (na pewno) nie nachodzimy ludzi w domach, żeby zebrać dowody dla naszych klientów, ale myślimy o sprawie, angażujemy się i staramy się pomóc – tak jak Agata Przybysz. Dlatego z niecierpliwością czekam na następne odcinki zwłaszcza, że – jestem przekonana – kwestią czasu pozostaje pokazanie sprawy rozwodowej w serialu (w ostatnim odcinku mieliśmy mały przedsmak). Marzy mi się tylko, żeby scenarzyści postarali się lepiej odzwierciedlić realia sądowe. Walenie młotkiem przez sędziego – to tylko w filmie.

 
 

PEŁNOMOCNIK W SPRAWIE ROZWODOWEJ/O SEPARACJĘ

19 sty

Od razu na wstępie zaznaczę, że w sprawach małżeńskich nie ma tzw. przymusu adwokackiego, czyli strony mogą występować przed sądem bez pełnomocnika. Osobiście jestem zdania, że dobry pełnomocnik zawsze się przyda, ale nie wszyscy muszą uwierzyć w mój obiektywizm w tej sprawie J.

Są jednak sytuacje, kiedy wynajęcie adwokata, a przynajmniej udanie się po poradę, jest potrzebne, albo nawet konieczne. Przede wszystkim należy wymienić sytuację, w której strona przeciwna ma już pełnomocnika. Z całym szacunkiem dla „normalnych ludzi”, czyli nie prawników, proces rządzi się swoimi prawami (a dokładniej mówiąc kodeksem postępowania cywilnego oraz kodeksem rodzinnym i opiekuńczym), a sąd i pozostali prawnicy posługują się na sali sądowej językiem prawnym. Niby jest to język polski, ale podobno nie do końca. Nie mogę powiedzieć, że występowania samotnie przeciwko małżonkowi uzbrojonemu w prawnika skazuje samotnika z góry na sromotną klęskę. Na pewno jednak równowaga stron jest zachwiana.

Uczciwie mówiąc równowaga jest zachwiana, jeżeli przeciwnik ma pełnomocnika znającego się na rzeczy. Różnie z tym bywa, uczulam więc, by dokonywać wyboru z rozwagą. Ostatnio widziałam umowę zawartą między stroną postępowania rozwodowego a firmą prawniczą. Pomijam fakt, że w umowie zawarte były postanowienia, których według ustnych zapewnień przedstawiciela być nie miało (trzeba czytać umowę przed podpisaniem), ale klient NIE WIEDZIAŁ kto go będzie reprezentował.

Trudno mi sobie wyobrazić, że moją sprawę prowadzi – przepraszam za określenie – przypadkowy prawnik. Decyzja o wyborze pełnomocnika jest ważna, bo konsekwencje rozwodu będą trwały czasem całe życie.

W dobie internetu dostęp do informacji jest niemalże nieograniczony. Jeżeli dodamy do tego wywiad pod tytułem „znajomy mojego znajomego”, to z całą pewnością natrafimy na takiego adwokata, do którego będziemy mieli zaufanie i który rzeczywiście będzie bronił naszych interesów.

 
 
www.kancelariaswaczyna.pl