RSS
 

ALIMENTY NA DZIECKO – FAKTY I MITY

18 mar

Zdarza się, że klienci są zaskoczeni po konfrontacji swoich wyobrażeń na temat obowiązku alimentacyjnego z prawną rzeczywistością. Postaram się poobalać niektóre mity, z jakimi spotkałam się w swojej pracy.

Alimenty do „18”

Nie wiem skąd się wzięło to przekonanie, ale to mit. W prawie polskim nie ma sztywno określonej granicy wieku dla alimentacji dzieci przez rodziców. Rodzice mają obowiązek utrzymywać dziecko do czasu aż się usamodzielni: zakończy edukację i zacznie pracować (albo uzyska takie możliwości). Nie znaczy to, że rodzice mają płacić w nieskończoność. Dziecko ma dokładać starań do nauki i realizować obowiązek edukacji w terminie (bez powtarzania roku, czy oblewania egzaminów). Oznacza to, że obowiązek alimentacyjny obejmuje także okres studiów.

Tyle wystarczy

Sąd ustala z jednej strony potrzeby dziecka (o ustalaniu kosztów utrzymania dziecka pisałam tu), z drugiej – możliwości zarobkowe i majątkowe rodziców. Zasadą obowiązującą przy alimentacji dzieci jest równa stopa życiowa dzieci i rodziców. Nie wystarczy płacić tyle, żeby dziecko przeżyło. Jeżeli rodzic żyje na wysokim poziomie, to dziecko też ma do tego prawo. Uzyskałam kiedyś w sądzie alimenty na kilkumiesięczne dziecko w wysokości 1.700 zł (zarobki ojca spokojnie na to pozwalały – o tej sprawie kiedyś pewnie jeszcze napiszę, ale całkiem w innym kontekście).

50/50

Oboje rodzice mają obowiązek łożyć na utrzymanie dziecka. Jak to jest z podziałem obowiązku alimentacyjnego między rodziców? Wcale nie koniecznie po połowie. Po pierwsze sąd bierze pod uwagę osobiste starania rodzica, z którym mieszka dziecko. Nikt wprost nie mówi, że praca przy dziecku jest warta tyle i tyle, ale sam ten fakt uzasadnia obciążenie drugiego z rodziców większą częścią kosztów, albo nawet obciążenie tego rodzica obowiązkiem pokrywania wydatków na dziecko w całości. Dlatego rodzic, przy którym dziecko nie mieszka, może (a nawet musi) się spodziewać, że jego wkład finansowy dla dziecka zostanie określony przez sąd z pogwałceniem wyimaginowanej zasady „po równo”.

Reszta w naturze

            Czasem zdarza mi się słyszeć od Klientów, że pieniędzy dadzą tyle (tu pada określona kwota), a resztę przekażą w naturze (kurtka, buty itp.). Nawet jestem w stanie zrozumieć motywację – obawa, że pieniądze zostaną wykorzystane przez drugiego rodzica na jego potrzeby. Niestety nie ma takiej możliwości, żeby sąd zasądził obowiązek kupowania rzeczy zamiast określonych kwot. Po pierwsze prawo na to nie pozwala, po drugie taki wyrok nie nadawałby się do egzekucji (komornik nie miałby możliwości zmuszenia kogoś do kupna np. książki). Po trzecie (pewnie nie ostatnie) rodzic, który nie zajmuje się dzieckiem codziennie zwykle ma mniejszą orientację w bieżących rzeczowych potrzebach potomka.

To co zasądza sąd to minimum wkładu finansowego dla dziecka. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby rodzic kupił coś ekstra (zdaję sobie sprawę, że mało kto się z tego ucieszy). W wyroku jest określona kwota i w razie niepłacenia komornik będzie prowadził egzekucję, żeby tą kwotę uzyskać dla dziecka.

Płacę, to nie trafię do sądu, lub komornika

            I tu rozczarowanie. Zacznę od sądu. Sąd działa na żądanie. Jeżeli wpłynie pozew o alimenty, to sąd zabiera się do rozpoznania sprawy. Może się zdarzyć (i czasem się tak zdarza), że ktoś wywiązuje się z obowiązku alimentacyjnego, płaci, ale drugi rodzic chce mu „uatrakcyjnić” życie i tak wnosi sprawę do sądu. Cóż… Sąd tą sprawę rozpatrzy i zasądzi alimenty. Oczywiście będzie brał pod uwagę dowody w sprawie, ale nie może oddalić powództwa, bo z ustawy wynika, że taki obowiązek obciąża rodziców. Oddalenie powództwa oznaczałoby, że rodzic nie ma obowiązku przekazywania złamanego grosza dla dziecka. Zawsze pozostaje problem wysokości alimentów, ale to już zależy od konkretnej sytuacji. Co może zrobić rodzic, którego związek się wali i może spodziewać się „atrakcji” różnego rodzaju? Przekazywać pieniądze tak, żeby pozostawały po tym ślady (przelewy bankowe, przekazy pocztowe, rachunki na zakupy itp.).

Z komornikiem sytuacja wygląda podobnie. Nie raz zdarza się, że w ramach zemsty rodzic mający wyrok w ręku angażuje komornika, żeby drugi rodzic miał trochę więcej kłopotów i kosztów z tym związanych. Komornik (jak i sąd) działa na żądanie i nie wolno mu sprawdzać, czy twierdzenie o niepłaceniu jest prawdziwe, czy nie. Co więcej nie może samodzielnie podejmować decyzji, że nie będzie prowadził egzekucji. To co może zrobić, to wstrzymać egzekucję i zapytać wierzyciela, lub jego pełnomocnika (czyli osoby, która napisała wniosek o wszczęcie egzekucji), czy rzeczywiście otrzymała wpłaty, jak twierdzi (lub nawet udowadnia przed komornikiem) dłużnik. Niestety, na żądanie kontynuacji postępowania egzekucyjnego komornik dalej robi swoje.

Tyle (o tym, co może zrobić dłużnik w takiej sytuacji napiszę kiedyś w osobnym wpisie). Jeżeli komuś wpadnie do głowy inny mit związany z alimentacją dziecka, bardzo proszę o komentarze. Chętnie uzupełnię listę.

 
4 Comments

Posted in Alimenty

 

WSPÓLNE MIESZKANIE PO ROZWODZIE

04 mar

W trakcie trwania małżeństwa, w sytuacji, gdy tylko jednemu małżonkowie przysługuje prawo do mieszkania (własność, najem itp.) drugi małżonek ma prawo do korzystania z tego mieszkania. Jest to tzw. prawnorodzinny tytuł do lokalu.

Jeżeli w chwili orzekania o rozwodzie/separacji małżonkowie mieszkają nadal razem, sąd w wyroku rozwodowym/o separacji ustali sposób korzystania z mieszkania (przykładowo: pokój położony na lewo od wejścia przyznaje powodowi, na prawo od wejścia – powódce itp.). Należy pamiętać, że nie tworzy to żadnego prawa do lokalu, a jedynie porządkuje przestrzeń byłym małżonkom w celu zapobieżenia ewentualnym kłótniom. Co po rozwodzie/separacji? To zależy od tego, kto jest właścicielem, lub w inny sposób uprawnionym do lokalu. Pomijam oczywiście sytuację, gdy jeden z byłych małżonków wyprowadza się dobrowolnie.

Z chwilą rozwodu prawnorodzinny tytuł do lokalu wygasa. Istotną kwestią staje się więc prawo do lokalu. Jeżeli prawo przysługuje jednej osobie (własność lub inne prawo – np. najem – jest w majątku osobistym), to ta osoba może żądać eksmisji byłego małżonka, któremu nie przysługuje żaden tytuł do mieszkania. Należy pamiętać o tym, że były małżonek jest lokatorem w rozumieniu ustawy o ochronie lokatorów, mieszkaniowym zasobie gminy i o zmianie Kodeksu cywilnego z wszelkimi tego konsekwencjami.

O wiele większy problem mają byli małżonkowie, którym przysługuje wspólne prawo do lokalu – współwłasność, współnajem itp. W takiej sytuacji jedyne, co pozostaje, to podział majątku wspólnego, w wyniku czego prawo do mieszkania zostanie przyznane na wyłączność jednemu z byłych małżonków (z ewentualną spłatą drugiego byłego małżonka). Orzeczenie o podziale majątku wspólnego, w wyniku którego sąd przyznaje mieszkanie jednej osobie zawiera w sobie obowiązek wydania lokalu przez byłego małżonka, który ma mieszkanie opuścić.

Powinnam wspomnieć o tym, że o eksmisji może orzec sąd już w wyroku rozwodowym, wtedy, gdy jeden z małżonków swym rażąco nagannym postępowaniem uniemożliwia wspólne zamieszkiwanie. Nie jest jednak możliwa eksmisja małżonka, któremu przysługuje wyłączne prawo do mieszkania np. w sytuacji, gdy małżonek, który znęca się nad współmałżonkiem jest jedynym właścicielem lub najemcą mieszkania, a eksmisji żąda osoba zajmująca mieszkanie jedynie z tytułu małżeństwa.

 

DZIECKO W ROZWODZIE (PO RAZ DRUGI)

02 mar

To kolejny wpis poświęcony sytuacji dziecka, w okresie rozwodu (i po -), czy separacji rodziców, do którego skłoniła mnie lektura pewnego wywiadu. Prawie każdy rodzic (to „prawie” wynika niestety z moich osobistych obserwacji spraw sądowych, choć – podkreślam – na szczęście rzadko się zdarza, żeby rodzic był całkowicie obojętny na los swojego dziecka) dba o dobro swojego dziecka i myśli o jego szczęściu. Pisałam już o tym, że my rodzice często nie mamy świadomości, co przeżywa nasze dziecko i nie chodzi mi tylko o kryzys w rodzinie, ale codzienne życie. Niestety, jako osoby dorosłe nie potrafimy wczuć się w sytuację dziecka na danym etapie rozwoju i nie zawsze dobrze interpretujemy wysyłane nam sygnały.

Rozpad rodziny to ogromne przeżycie dla dziecka w każdym wieku, nawet tego dorosłego. Dlatego nieustająco namawiam do pogłębiania wiedzy o problemach, jakie mogą pojawić się w tym czasie oraz sposobach, jak można je minimalizować, ale także czyi jak powiedzieć o tym, ze rodzice się rozstają. Jednym słowem, jak można i należy zadziałać jako rodzic, a raczej jako rodzice, gdyż warto pamiętać o tym, że – mimo rozwodu, czy też separacji – rodzicami (właśnie o tą liczbę mnogą mi chodzi) swojego dziecka będzie się zawsze. Nie ukrywam, że jestem zwolenniczką korzystania z pomocy psychologów, ale jeżeli ktoś nie ma przekonania, ochoty, czy też możliwości – warto poszukiwać jakichkolwiek rzetelnych informacji takich, jak na przykład wspomniany wywiad z psychologiem Magdaleną Godlewską. Zapraszam do lektury.

 
No Comments

Posted in Dziecko

 

PLAN WYCHOWAWCZY

12 lut

Orzekając o rozwodzie/separacji rodziców sąd musi zadecydować kto będzie sprawował władzę rodzicielską nad małoletnimi dziećmi. Od 13. czerwca 2009 r. (wcześniej także istniała taka możliwość, ale nie było to wprost uregulowane) kodeks rodzinny i opiekuńczy wprost przewiduje możliwość powierzenia wykonywania władzy rodzicielskiej obojgu rodzicom, ale pod warunkiem złożenia zgodnego wniosku przez strony i sporządzenia na piśmie planu o sposobie wykonywania władzy rodzicielskiej, czyli tzw. planu rodzicielskiego, czy też planu wychowawczego. Sam zgodny wniosek nie umożliwi sądowi zastosowania się do wniosku rodziców. Sąd musi otrzymać plan rodzicielski na piśmie. Podejrzewam, że sąd będzie się raczej starał uwzględnić wniosek (o ile będzie miał przekonanie, że jest to dobre dla dziecka), jednak brak takiego planu na rozprawie może przedłużyć postępowanie.

Jeżeli rozwód/separacja nie przeszkodzi współdziałać w przyszłości dla dobra dziecka i wspólne wykonywanie władzy rodzicielskiej jest możliwe warto się zastanowić nad sporządzeniem takiego planu. Należy jasno powiedzieć – nie ma jednego i wyłącznie obowiązującego wzoru takiego planu. Rodzice mogą wpisać do planu to, co ich zdaniem jest ważne dla dziecka i ich przyszłej współpracy w dowolniej formie i treści (trzeba pamiętać, że plan ma przekonać sąd, że rodzice są zdolni do współpracy). W trakcie moich poszukiwań w internecie natrafiłam na publikację Centrum Mediacji Partners (można ją znaleźć tu), która wydaje mi się pomocna przy rozmowach i ustaleniach rodziców. Nie jest przegadana i nadmiernie szczegółowa, co osobiście postrzegam jako zaletę. W trakcie mojego szkolenia na mediatora rodzinnego forsowano tezę, że im plan rodzicielski jest bardziej szczegółowy, tym lepiej. Uważam, że nie zawsze warto szukać dziury w całym i stwarzać problemy tam, gdzie ich nie ma. Jeżeli podstawowe ustalenia działają w praktyce (po uprawomocnieniu się wyroku), to – w razie nagłych problemów łatwiej będzie znaleźć porozumienie, niż na początku w trakcie uzgadniania formuły wspólnej opieki. Osoby, które się rozstają zwykle nie darzą się szczególnym zaufaniem i często decyzja o wspólnej opiece nad dzieckiem podszyta jest dużymi obawami. Realizacja planu pozwala nabrać do siebie zaufania, co zdecydowanie polepsza relacje i gotowość do ewentualnych ustępstw, czy wyjątków od reguły.

 
No Comments

Posted in Dziecko

 

KŁOPOTY TECHNICZNE

12 lut

Wczoraj zorientowałam się, że przy przenosinach bloga „zaginęło” kilka moich wpisów. Niestety musiałam je przenieść ręcznie, stąd kilka wpisów w dniu wczorajszym. Za kłopoty przepraszam, zwłaszcza tych, którzy w poszukiwaniu informacji trafili na bloga i nie znaleźli nic. Mam nadzieję, że wszystko będzie już dobrze.

 
 
 
www.kancelariaswaczyna.pl